ODCHODZI W ZAPOMNIENIE ...
ZGIERSKIE WŁÓKIENNICTWO 
 

 

START

 

HISTORIA WŁÓKIENNICTWA

 

KALENDARIUM

 

LEGENDA O ZGIERZU

 

ZABYTKI ZGIERZA

 

BIBLIOGRAFIA

??DLACZEGO??



 

OCALIĆ  OD  ZAPOMNIENIA

 

MOJA  LEGENDA  O  ZGIERZU
"OD  GRZEBIENIA  DO  PLEMIENIA"

-tak mogło być?
   

     Miało to miejsce w czasach, kiedy karawany kupców z cesarstwa rzymskiego jeszcze nie znały dróg do krainy bursztynu.
Teren Niziny Mazowieckiej i całe dorzecze dzisiejszej Bzury pokrywała nieprzebyta knieja pełna dzikiego zwierza.
W tej nieprzebytej kniei swoje siedliska miały plemiona trzcinieckie i łużyckie, które rządziły się swoimi prawami.
Jednym z takich plemion łużyckich było plemię Grzybków, zdobiących swoje wyroby odciskiem grzybka. Plemieniem rządził wtedy wódz-Wielki Niedźwiedź – człowiek potężny, silny i bezkompromisowy. Nazwę wziął od swojej ogromnej siły. W każdym starciu z niedźwiedziem on zawsze był niepokonany. Niepisanym prawem plemiennym tylko on mógł polować na niedźwiedzia. Każdy kto odważyłby się zapolować na tego zwierza, był wygnany bez odzienia z obozowiska plemiennego.
Pewnego jesiennego poranka młody Grot wraz ze swoim bratem Wilkiem wybrali się na polowanie. Weszli w knieję z myślą o zapolowaniu na jakiegoś grubego zwierza na popołudniową ucztę. Szli już sporo czasu, ale oprócz zajęcy i wiewiórek innego stworzenia nie spotkali. Nagle przed nimi jak spod ziemi „wyrósł” potężny niedźwiedź. Bracia spojrzeli na siebie:
-Uciekajmy! –krzyknął Grot.
-Nie, atakujemy! – wrzasnął Wilk i z dzidą ruszył w kierunku niedźwiedzia.
Za nim ruszył również Grot. Ich dzidy wbiły się w potężne cielsko zwierza. Raniony niedźwiedź wydobył z siebie przeraźliwy ryk, tak potężny, że słychać go było w obozowisku wodza. Wielki Niedźwiedź usłyszawszy to pobiegł w knieję, skąd dochodził ten przeraźliwy odgłos. Gdy wbiegł na polanę, ujrzał leżącego niedźwiedzia i siedzących obok niego Grota i Wilka:
- Złamaliście prawo! Jeszcze dziś opuścicie wraz z rodziną moje obozowisko, bez odzienia i bez broni – wykrzyknął Wielki Wódz do braci.
Jeszcze tego samego popołudnia całą rodzinę Grota i Wilka wypędzono z obozowiska, i to bez odzienia, tylko kobiety miały przepaski na biodrach. Na drogę wódz wręczył młodemu Wilkowi nóż, natomiast jego siostrze Sarnie grzebień - był to wyraz szacunku wodza dla odwagi Wilka. Wypędzenie z obozowiska bez broni i odzienia równało się z niechybną śmiercią w gąszczu kniei.
Wygnańcy po wyjściu z obozowiska, skierowali się ku Wielkiej rzece, dzisiejszej Bzurze, a gdy do niej dotarli, poszli jej brzegiem na południe. Noc już była głęboka, gdy znaleźli, w promieniach księżyca, przy brzegu sporą polanę porośniętą bujną i wysoką nieznaną im trawą. Mężczyźni narwali jej (był to len ) i zrobili z niej legowiska. Wszyscy ułożyli się do snu, przykrywszy również tą trawą. Zasnęli twardym snem. Gdy się obudzili, słońce już było wysoko na niebie. Wstali ze swych legowisk i zobaczyli, że źdźbła trawy się rozkruszyły, a w ich środkach zostały odkryte cienkie niteczki – miękkie i przyjemne w dotyku. Grot zobaczywszy jak tym nitkom przygląda się jego siostra Sarna, sam zaczął wyciągać te nitki z barłogu. Za jego przykładem poszli też inni z jego rodziny. Po jakimś czasie, gdy Słońce stanęło w zenicie, każdy z nich miał w ręku duży pęk miękkich i długich nitek. Próbowali nimi przykryć plecy, ale na nic się to zdało, gdyż one się rozlatywały to na lewo to na prawo. Patrzyli na te cienkie nitki i myśleli w milczeniu
- Fajne one są, ale na nic się nie zdadzą.
Tę milczącą ciszę przerwała Sarna, siostra Grota i Wilka,
- A jakby spleść te nitki, tak jak pletliśmy płoty z miękkich gałązek wokół obozowiska?!
Jak powiedziała, tak od razu wzięła się do pracy. Zaczęła pleść i przeplatać małe pęczki wyciągniętych włókien. Wszyscy patrzyli na nią z niedowierzaniem
- Co z tej jej pracy wyjdzie?
Wszyscy jej podawali wcześniej wyciągnięte włókna, a ona plotła nie zwracając uwagi na docinki i dowcipy innych.
Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, Sarna zużyła wszystkie włókna jakie wyciągnięto. Wszyscy oglądali spory kawałek plecionki, bo tak nazwano dzieło Sarny. Plecionka nie rozpadała się. Wszyscy na zmianę przykrywali sobie nią plecy. W obozowisku zawrzało z euforii nad nową zdobyczą. Następnego dnia całe obozowisko zajęte było pracą. Mężczyźni wyciągali nitki i wyczesywali je grzebieniem jaki otrzymała Sarna od Wielkiego Niedźwiedzia, a kobiety plotły plecionki. Z nich to kobiety uszyły pierwszą suknię dla Sarny.
Z każdym dniem w obozowisku było coraz więcej osób ubranych w plecionkowe suknie i koszule. W miarę jak upływał czas całe plemię wypędzonych udoskonalało sposób wyciągania nitek z „tajemniczej trawy” i plecenia plecionek
Po pewnym czasie wódz plemienia Grzybków - Wielki Niedźwiedź wysłał swoich zwiadowców, aby zobaczyli czy „wygnani” jeszcze żyją. Gdy zwiad powrócił do obozu Wielkiego Niedźwiedzia, opowiedział mu o wszystkim, co zobaczył:
- Czy są tam jacyś jeszcze żywi? - spytał się wódz.
- Wszyscy wodzu. Chodzą w innych strojach niż my, ale mają się dobrze.
Z czasem wieść o nowych ubraniach plemienia wygnańców rozeszła się po całej Puszczy Mazowieckiej. Za swoje ubiory otrzymywali broń i narzędzia. Rosła ich siła i uznanie. I tak oto w ich dolinie zagościł dostatek. Obóz ich nazywano obozem Zgrzebiarzy, ponieważ mężczyźni wyczesywali włókna za pomocą grzebienia, czyli zgrzybiali twarde źdźbło z cienkich nitek „tajemniczej trawy”. Jako grzebieni używali futer jeży. Z tego powodu również ich obozowisko nazywano obozem Jeży. Nazwa tego plemienia przyjmowała różne brzmienia: Zgrzebianie, Zgrzeby, Jeżanie, Jeże, aż w konsekwencji zostali Zgjerzanami. Było to połączenie zgrzebiarza z jeżem, ZG - JEŻ. Plemię to w swoim herbie rodowym umieściło jeża.
Z upływem lat wieść o zgjerzanach i ich obozowisku rozeszła się po całym terytorium, aż powstała osada o nazwie Zgierz, a ta przetrwała do dnia dzisiejszego. Natomiast jeż znów króluje jako symbol miasta.

 

 

Krzysztof  Stępień

 

 

 
 

Copyright    Krzyś S.   2008